Jak wiecie blog przez długi czas był wyłączony. Troszkę brakowało zacięcia do jego dalszego prowadzenia po wyleczeniu guza czaszki i też potrzebowałem chwilki spokoju- tylko dla siebie. Niestety w czerwcu ubiegłego roku, 3 miesiące po zakończeniu przeprawy z głową, choroba wróciła. Wróciła i to w wielkim stylu bo zaatakowała kręgosłup i to bardzo blisko skupiska nerwów odpowiedzialnych za unerwienie nóg i miednicy. Znowu zacząłem brać chemię, straciłem świeżo wyhodowane włosy i znowu regularnie odwiedzałem CZD w Warszawie. Jednak tym razem udało się wymyślić troszkę inny tryb leczenie- weekendowy. 5 dni w tygodniu byłem na uczelni, a w piątek wieczorem pociąg do Warszawy. Zrobiłem kilka takich rundek i doszliśmy z moimi rodzicami do wniosku, że te dojazdy nie są najlepszym pomysłem. Udało się temu zaradzić poprzez przeniesienie leczenia do Krakowa. Efekty leczenia były obiecujące, guz zaczął się zmniejszać, ja czułem się coraz lepiej, ale niestety w okolicach listopada dolegliwości wróciły. Jak się okazało guz “odbił się” i tak jak uprzednio się zmniejszał tak teraz zaczął gwałtownie rosnąć. Chemia nie mogła zatrzymać jego wzrostu, dolegliwości bólowe wróciły ze zdwojoną siłą, pojawiły się problemy na tle nerwowym- straciłem częściowo czucie na skórze obu ud oraz pojawiły się bóle neurotyczne wynikające z nacisku guza na skupisko nerwów, o którym wspomniałem wcześniej. Sytuacja nie wyglądała różowo, ale na szczęście znowu mogłem liczyć na moich rodziców- znaleźli ośrodek w Chinach, który zgodził się udzielić mi pomocy.
Tutaj zrobimy duży skok, bo pobyt w Chinach w Tian Jin opisze w innym wątku. Do kraju wróciłem dwa dni temu. Bóle zmniejszyły się, ale nie zmienia do faktu, ze dalej muszę być pod osłona leków przeciwbólowych. Z badań zrobionych po zakończeniu dotychczasowego leczenia w Chinach wynika, że około 80% guza jest już martwe. Teraz muszę tylko czekać aż ta martwa tkanka zostanie usunięta przez organizm i mam nadzieję, że gdy guz zacznie się zmniejszać to moje nerwy zostaną uwolnione i wszelkie bóle oraz wszystkie niedogodności, o których pisałem ustąpią i będę mógł wrócić do normalnego trybu życia.
Teraz pasuje wyjaśnić tytuł tego wpisu. 14 kwietnia muszę wrócić do Tian Jin na drugi etap leczenia- mam nadzieje, ze tym razem troszkę krótszy:)

